Nowe informacje:
Last minute spełnia marzenia.
Dzisiejsza wizyta w centrum handlowym o szumnej nazwie Manhattan skończyła się znacznym uszczupleniem portfela, czego jednak nie żałuję. Wybrałem się do centrum tylko w jednym celu. Miałem oddać płytę ze zgranymi zdjęciami, do wywołania. I oczywiście to zrobiłem. Zapłaciłem rachunek w wysokości dwa złote i parę groszy i byłem przekonany, że to koniec wydatków na dzisiaj. Myliłem się. Wracając przechodziłem tuż obok biura podróży. Zatrzymałem się żeby obejrzeć najnowsze oferty i jedna z nich skupiła moją uwagę. Była to wycieczka typu last minute do Boliwii. Bez wahania się zdecydowałem. Zawsze marzyłem o tym, żeby zobaczyć Amerykę Południową. I dżunglę. Nie wiem czy uda mi się do niej wejść, ale bardzo bym chciał. Spotkać prawdziwych Indian. Jednak wątpię, żeby taka wycieczka mogła zawierać aż takie atrakcje. Pewnie będzie trochę nudniej, ale nieważne., W końcu to Ameryka Południowa. Przywiozę sobie oryginalną herbatę Yerba Mate. Z tykwą do picia. Nikt takiej nie będzie miał. Na razie jednak martwią mnie problemy bardziej przyziemnie, czyli pieniądze. Ta wycieczka wcale nie była taka tania. Nawet byłem zmuszony udać się do pobliskiego bankomatu, bo do zapłacenia za nią zabrakło mi około trzystu złotych. Oczywiście w oryginale byłaby jeszcze droższa. Opcja, w której ją nabyłem pozwoliła mi zaoszczędzić naprawdę dużo. Teraz mam trochę pusto w portfelu, ale co tam. Wcale mnie to nie martwi Za trzy dni przyjdzie na konto moja wypłata. A w przyszłym miesiącu urlop i wymarzony wyjazd. Muszę jeszcze poszukać aparatu fotograficznego. Takiego zwykłego, analogowego a nie cyfrowego. Najlepiej, jeśli nie będzie nowy. Stary typ bez żadnej elektroniki. Dowiedziałem się, że w okolicach dżungli, na terenach bardzo wilgotnych żaden aparat cyfrowy nie ma prawa chodzić dłużej niż pięć minut. Wszystkie psują się i są nie do naprawienia. A prawdziwy analog poradzi sobie ze wszystkim. Tak przygotowany przywiozę ze sobą zdjęcia, które wykorzystam na stronie o Ameryce Południowej. A prowadzę ją już trzy lata, więc czas na dobre zdjęcia.